| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
RSS
piątek, 19 listopada 2010
Żeby mnie dzieci uświadamiały...

Pierwszy raz z określeniem "przesłuchanie pałą" zetknąłem się na regatach harcerskich, kiedy to współzałogantowi nawalony jak sto nieszczęść klejem jegomość sprzątnął z namiotu butlę z gazem, a raczej próbował. Termin ten wówczas do mnie za bardzo nie trafił (wszak dzieckiem byłem), ale w głowie pozostał. Potem festiwali jakichś z policją też nie miałem, wprost przeciwnie - regularnie patrole odwiedzały nas "na herbatę" wzywane przez pojebaną sąsiadkę, kiedy indziej otrzymawszy mandat zostałem jednocześnie podwieziony na dworzec (nie przebiegałbym przecież na czerwonym świetle bez powodu). Obraz ten regularnie nadszarpywały doniesienia o pobiciach na komisariatach, strzelaniu do przypadkowych osób, czy nawet nalotach na niewłaściwe domy lub zwierzenia znajomego policjanta, który okazał się regularnym przemocowcem, ale bilans zasadniczo był na plus.

11 listopada br. na stołecznej ulicy Oboźnej miałem okazję przyjrzeć się nieco, jak przepisy regulujące pracę policji działają w rzeczywistości. Otóż nie działają. Obowiązek ochrony został olany (złośliwie czy przez głupotę? nie wnikam, pewnie to drugie), gdy policja przepuściła faszystów. Obowiązek utrzymania porządku też olany, gdy zaatakowano stojącą w miejscu grupę demonstrantów. Obowiązek "stania na straży prawa" poprzez nielegalne uwięzienie 200 osób na kilka godzin takoż.

Policja swoimi działaniami dowiodła swojej niekompetencji, stronniczości, niekompetencji, głupoty i niekompetencji. Jeżeli doliczyć do tego przypadki pobicia i zmianę trasy faszystów, to dochodzi jeszcze zła wola. Ostatecznie powtarzające się komentarze rzecznika policji do końca przekonały mnie, że mamy do czynienia ze służbą tak naprawdę niepotrzebną i szkodliwą. Jeżeli chroni, to tylko siebie wzajemnie; jeżeli pilnuje porządku, to poprzez pacyfikację i pobicia; jeżeli przestrzega prawa, to wybiórczo i dla celów statystyki - o ile łatwiej przecież zgarnąć przysłowiową babcię za sznurówki?

Proponuję zatem, aby zrezygnować z policji, a utworzyć gildie na wzór tych, które zaproponował T. Pratchett w "Świecie Dysku", zniknąłby przy okazji problem części ubezpieczeń, a "stare" mafie dowiodły swojej użyteczności dla społeczności lokalnych. Wiem, to leczenie gruźlicy cholerą, ale przynajmniej państwo nie musiałoby firmować swoim autorytetem organizacji złożonej z sadystów, pijaków, półdebili, gwałcicieli żon, chamów i nieuków, nie musiałoby, hurtowo już, wypłacać odszkodowań za sprawy przegrywane przed ETS.

I że musiały mnie o tym przekonać dzieci z antify, które zresztą pozdrawiam. Chapeau bas i jebać psy!

czwartek, 18 listopada 2010
Marketing wrzeszczany

Pisz ma swój smrodek przedwyborczy. Otóż burmistrz Alicki i starosta Nowicki zostali oskarżeni przez nawalonego jegomościa o kupowanie głosów. Oskarżenie jest o tyle ciekawe, że ma formę rozmowy zarejestrowanej ukrytą kamerą. Nie ma tam obietnic "Sejm za wszystko zapłaci", ale skojarzenie nasuwa się samo.

Sprawę nagłośnił piszanin.pl - lokalny portal, którego administrator także kandyduje na jakiegoś samorządowca. Film obejrzałem (wysłuchałem - postać jest zamazana), przeczytałem artykuł, wysłuchałem oświadczeń zainteresowanych, a następnie wgłębiłem się w komentarze.

W tym miejscu chciałbym się zatrzymać. Bracia Piszanie, tak nie można! Burmistrz mętnie tłumaczy się, dlaczego NIE wyjaśni sprawy filmu w trybie wyborczym, czyli jeszcze przed wyborami, a komentatorzy wyrażają swoje stuprocentowe dla niego poparcie metodą ctrl+c ctrl+v pod różnymi nickami. Nie można tak bezczelnie obrażać inteligencji czytelników. To nieskuteczne, bo wywołuje to skojarzenie z sektą, a ten termin m.in. Norman Davies przypisał już PiS-owi i jest to już niemal termin dla tej partii zastrzeżony, ale jest też nieuczciwe - powiedzcie raczej wyborcom, że uważacie ich za durniów i powiedzcie im to prosto w twarz, nie chowając się za mnogością profili, nad którymi co niektórzy z Was już przestali panować.

Namawianie do określonych produktów na forach internetowych (a nie ukrywajmy, polityk jest taką kurewką, co to wg filmu za 10,- złotych daje) to tzw. "marketing szeptany". Szeptany dlatego, że wymaga pewnej inteligencji, finezji, strategii prowadzenia całego wątku, niekoniecznie namawiania (albo koniecznie nie), ale skłanianie do zainteresowania się określonym produktem, wspominanie o nim, powtarzanie nazwy. Czasem w neutralnym, a czasem pozytywnym kontekście, a kontekst ten nie musi być bezpośredni: Alicki + wata cukrowa jest przyjemnym skojarzeniem, ale trudno nazwać to polityczną agitką. I to działa, bo wyborcy/konsumenci nie podejmują racjonalnych decyzji. Wystarczy im wmówić, że tak jest, a popełnią dowolną głupotę, jak imć Żytowiecki w "Charakterniku" Piekary. Zdanie "Alicki mnie intryguje, z jednej strony to, ale z drugiej tamto, więc ostatecznie to chyba dobrze/źle", w zależności od tego czy się agituje, czy smrodzi konkurencji, jest skuteczniejsze niż "filmu nie wyjaśni i to dobrze. Masz głos mój, mojej rodziny i znajomych do siódmego pokolenia".

Na piszaninie uprawiacie, drodzy spamerzy, prymitywny, nachalny i zniechęcający "marketing wrzeszczany". Robicie to wszyscy, a to oznacza, że sami kandydaci, albo ich otoczenie to durnie. A durniów nie lubię, toteż zmuszony będę na każdej karcie do głosowania dopisać kandydata - Cthulhu - i na niego zagłosować. Bo po co mam wybierać mniejsze zło?

http://www.youtube.com/watch?v=iw9paT1uMQM

1 ... 6 , 7