Blog > Komentarze do wpisu
My czterej pancerni...

Właściwie to betka, chociaż wkurza. Nick „Dzikowy” pojawił się zapewne jakoś przypadkiem w 1998 r. lub w tych okolicach. Dzik, Dziki, Dzikszy itp. były już zarejestrowane na wp.pl, a nie chciałem się logować na skrzynkę, jako dzik529+pi_pół. Tak też przyczepił się do mnie ten Dzikowy i towarzyszy od dawna. Powtarzam, że zawsze i wszędzie. Nie używam fałszywych, zmienionych i innych dziwnych nicków, chyba że wcześniej się już gdzieś zarejestrowałem i po latach przepomniałem hasło. Wtedy po prostu informuję kim byłem (jestem).

Właściwie to betka, bo nie firmuję nickiem komercyjnej działalności. Nie jest to jakiś pseudoni(ck) artystyczny, nazwa firmy, linii kosmetyków lub odmiany tulipanów. Nie zarabiam na tym, więc i nie tracę.

Właściwie to betka, bo nick ten nie jest ani urodziwy, ani jakoś specjalnie istotny dla mojej działalności w sieci i w realu. Owszem, kojarzą mnie gazetowe feministki forumowe w liczbie trzech szekspirowskich czarownic. Owszem, kojarzy mnie trochę sympatycznego polskiego geekowstwa. Ale nie występuje ów w KRS i raczej nie stosuję go w korespondencji z ludźmi „normalnymi” lub nie mającymi do siebie dystansu.

(Przepraszam dosię zdystansowanych, których nickiem nie zaszczyciłem – to nie była żadna sugestia, a niedbalstwo.)

Właściwie to betka, bo od strony prawnej nie mam prawa i nie chcę egzekwować sobie prawa do zarezerwowania nicka na wyłączność. Z braku drugiego imienia widocznie takie sobie wymyśliłem i czasem się nim posługuję się nim dla urozmaicenia. Czy ksywka „Saturnin” odcina wszystkich Saturninów od ich imienia? Takoż ja nie będę odcinał innych Dzikowych od Dzikowego.

Ale tyle o mnie. Gorzej jest z artystami, osobami swoim nickiem (zamiast nazwiska) firmującymi swoją działalność, twórczość itd. Próba rozpoczęcia kariery pisarskiej od nazwania siebie „Or-Ot”-em lub „Boy”-em byłaby przynajmniej nietaktem i skutkowała tej kariery zakończeniem w blokach. Czy zatem, przy rosnącym znaczeniu naszych avatarów, nicków, profili i kont internetowych, nie powinniśmy przynajmniej uszanować czyjegoś prawa do indywidualnego i niepowtarzalnego nicku? Jeszcze pół biedy, jeżeli ktoś nie zrobi risercza w guglu i przypadkiem powieli ksywkę lub żywcem przeniesie przylepioną do się z realu. Ale jeżeli ktoś ciebie zna, zna twój nick i z dewiacyjnych, i sobie tylko znanych przyczyn tę ksywkę podpierdala, to już jest kurestwo czystej wody. Zatem apeluję:

Dzikowy, ty towarzyszu Szarika na legowisku i czyścicielu lufy po harcach działonowego Gustlika! Oddaj mi mój nick!

wtorek, 10 stycznia 2012, dzikowy
Tagi: internet

Polecane wpisy