Blog > Komentarze do wpisu
obŻYDliwość

Przygotowania do 11 listopada są na ostatniej prostej. GW publikuje wypowiedzi organizatorów kolorowej..., blogi huczą, spotkania i koncerty odbywają się tu i ówdzie, a mnie nieodmiennie kurwica trafia po przeczytaniu wpisów lub wypowiedzi „twarzy” niektórych spośród sygnatariuszy porozumienia i osób inicjatywą zainteresowanych.

Dzisiejszego popołudnia w Sempo odbyła się debata organizatorów dwóch piątkowych manifestacji. Wynudziłem się jak mops! Nie mam tu pretensji do moderacji czy raczej braku moderacji. Z takimi zaprawionymi w bojach medialnych wyjadaczami uczniowie LO mogli sobie nie poradzić – mają doświadczenie na przyszłość. Pretensje mam do Sutowskiego, który monologował  o autorach i tekstach, których nikt nie zna, a osoby znające je, no właśnie, znają. Mam pretensje do Winnickiego... A nie – do niego nie mam, bo mówił dokładnie to, czego się spodziewałem. Czyli że MW to organizacja paraskautowska, co to drużynowy jest wśród nich, ognisko płonie i szumią knieje.

Ale nie o tym. W art. GW pojawiła się opinia Wojtka Szota. Aż mną zatrzęsło. Wychodzi bowiem na to,  że jestem frajerem, który jest gotów popierać lemminga in spe, który za wszelką cenę chce wejść do organizmu społecznego, ze wszystkimi jego bagażami i przepisami. Wyłuszczam po kolei, bo sprawa jest zawiła:

1.       Na Abiekcie pojawił się wpis traktujący o pożądanym wprowadzeniu ślubów par jednopłciowych. Ślubów, czyli ceremonii przed urzędnikiem, które mnie zasadniczo śmieszą i którymi pogardzam. Ale spoko – ktoś chce założyć rodzinę w klasycznym tego słowa znaczeniu, jego prawo. Mi to nie szkodzi, zatem to popieram. Czy nie szkodzi? Rozszerzenie idei związków partnerskich na takie quasi-śluby może powodować ich sprzeczność z konstytucją. Dlatego proponuje się teraz ograniczenie projektu ustawy o związkach partnerskich ino do jednej płci. Uprzejmy byłem ten pomysł  zjebać jako jeszcze mniej realny niż sama zmiana konstytucji. Za homikami nikt się nie wstawi w sejmie. Społeczeństwo mamy bowiem pasywne, które jeżeli występuje, to występuje w swoim interesie. W interesie heteryków nie jest ustawa o związkach partnerskich dla par jednopłciowych, dlatego heterycy położą sobie na projekt laskę. Dlatego, wbrew pozorom, uzyskanie 2/3 do ewentualnej zmiany konstytucji może być łatwiejsze niż ½ do wprowadzenia homikowego projektu. Ale o tym już pisałem.

2.       Z wypowiedzi Szota dla GW wynika, że jest legalistą. I chwała mu za to! Pod jednym warunkiem: blokady na marszu są odpowiedzią na nieprawidłowości prawne lub praktyki sądowe w odniesieniu do propagowania faszyzmu. Cała bowiem idea stojąca za marszem niepodległości polega na puszczaniu oka - ONR puszcza oko do pozostałych organizatorów, że to grzeczna prawicowa organizacja polityczna; pozostali organizatorzy puszczają oko do ONR, że właśnie tak to rozumieją; faszole w gajerkach puszczają oko do organizatorów, że rozumieją i będą grzeczni (odbiją sobie w Białymstoku); a „przypadkowi” uczestnicy puszczają oko do organizatorów, że to zwykła manifestacja patriotyczna. Tym samym marsz staje się strasznie puszczalski.
Gdyby państwo funkcjonowało właściwie i aresztowało łysych rzucających racami w blokujących, i goniących z kijami licealistkę z bębnem, wówczas nielegalna bokada byłaby co najmniej nieuzasadniona. Ale tak nie jest. Policja aresztuje berserkera-Biedronia, a dzikowy spędza miłe kilka godzin pod wycelowaną weń armatką (w szalenie sympatycznym towarzystwie nauczycielek renomowanych szkół, na które Was nie stać).
Co w odpowiedzi na Oboźną i blokadę robi Szot en consortes? Otóż oficjalnie dekaruje udział wyłącznie w legalnym wiecu.

3.       Z obserwacji blogów homikowych dochodzę do smutnego wniosku, że prowadzą je lemingi pragnące za wszelką cenę wejść w objęcia tłuszczy, oczywiście na równych zasadach.  Właśnie te równe zasady starają się wywalczyć. W momencie przyznania prawa do ślubu, adopcji itd. znikną i przestaną stanowić wartość dodaną. Zasiądą przed TV i zaczną kontemplować śmierć Hanki M. Dlatego nie chcą utożsamiać się z blokadą, która ex definitio jest nielegalna. Zbyt długo znajdowali się poza mainstreamem, żeby teraz na własne życzenie się z niego wykluczać. To egoistyczne, a zatem zbliżające do poglądów organizatorów marszu... – jestem dumny z tego, że urodziłem się Polakiem i z tego tytułu należą mi się szczególne prawa. Jestem dumny z tego, że urodziłem się homoseksualistą i z tego tytułu etc.

4.       Podejrzewam że osoby uczestniczące w „Kolorowej...” na pół gwizdka nie zrozumiały faktycznego przesłania tej inicjatywy. Tu nie chodzi o zablokowanie ONR! Tu nie chodzi o sprowokowanie zadymy, tu nie chodzi o pokazanie, że narodowcy wykluczają, biją itd.
To jest walka o przestrzeń społeczną. Albo my, albo oni. Chodzi o prawo do wyartykułowania swojej wizji społecznej. W tej przestrzeni będziemy mogli funkcjonować, jak sobie wywalczymy. W 3. tomie „Achai” A. Ziemiańskiego było bardzo ważne sformułowanie: kto nie był dziś na tym placu, ten nie zrobi interesu. O to właśnie chodzi. Wygwizdujący faszyzm na pół gwizdka Szot itp. próbują najpierw wydrapać przestrzeń na cudzych barkach, a potem zagarnąć ją dla siebie, „bo się należy”. A to może nie być już takie proste. Nowy projekt ustawy o związkach partnerskich to potwierdzi. Howgh.

A Czemu nie piszę o faszolach? A o czym?

czwartek, 10 listopada 2011, dzikowy

Polecane wpisy