Blog > Komentarze do wpisu
Aaaaaaaby ugotował żabę

 

W NY protestowali i w liczbie 1500 chłopa i baba zablokowali most. Miejska policja miasta wynajętego przez Wall Street aresztowała, to demonstranci się wskutek tego rozmnożyli i w liczbie 2 tys. zablokowali komisariat. To jeszcze nie ta skala, ale coś zaczyna się dziać.

W Hiszpanii protestowali. Rozstawili namioty na Puerta del Sol w Madrycie i urządzili długi piknik wkurwu. Pardon, „oburzonych”, od czasu do czasu w liczbie wielu tysięcy. Policja ich usunęła z okazji przyjazdu szacownego Benedykta od macantów ministrantów.

W Grecji protestowali. Długo i burzliwie, i po wielokroć. Tam frekwencja szła w dziesiątki i setki tysięcy.

W Londynie protestowali. Mam na myśli studentów, ale późniejsza demolka miasta też nie wynikła z niczego. Frustracja pozbawionej perspektyw młodzieży w końcu się ulała. Tutaj też frekwencja szła w tysiące.

W Polsce demonstrują: w obronie praw lokatorów – kilkadziesiąt osób; przeciwko GMO – kilkadziesiąt osób. Ale zaraz, w przypadku poważniejszych lub bardziej ogólnych problemów protestują całe setki –w marszu pustych garnków wzięły udział setki aż dwie. W centralnej manifestacji w czasie dni gniewu społecznego wzięło udział... 350 osób!

Wnioskuję zatem, że Polacy, na tle pozostałych Europejczyków, częściej mają pracę, własne mieszkanie, niskie czynsze i opłaty, dość kasy. A może po prostu są tak znieczuleni, że wszystko im jedno – gigantyczny zryw solidarnościowy nic nie dał, tylko świnie przy korycie się zmieniły, a i to nie wszystkie.

Do tematu. Ostatni tydzień przed wyborami. Aż się trzęsę z podniecenia na myśl, że oto wydrukowany i wycięty Wielki Przedwieczny swoją podobizną zaszczyci kartę wyborczą. Droga do takiego postanowienia była długa i pokrętna. Przyznam szczerze, że w żadnej dotąd kampanii przed wyborami do parlamentu nie obrażano mojej inteligencji do tego stopnia. To już nie jest nawet przedszkole. Dwa tygodnie temu uznałem, że kandydaci obiecali mi już wszystko co chciałem, a nawet czego nie chciałem, bo mi wyobraźni nie starczyło – te wtyczki w biurkach Grzesia mnie urzekły. Dlatego nie ma sensu dalej emocjonować się festiwalem pustych obietnic, nie muszę czytać zatem bieżących informacji, a potencjalny obiecany przez którąś z partii kosmodrom? (pomysł by Dzikowy) z pewnością pojawi się w dziale technologicznym, więc raczej go nie przegapię.

Dlatego nie czytam, nie słucham, widzę tylko nagłówek i wrzucam komentarz że temuitemu nie wierzę. Bo nie wierzę. Sami nie wyglądają na przekonanych.

Na początku tej ewolucji w stronę Przedwiecznych były wybory prezydenckie. Luba stwierdziła, że nie zagłosować na Grzesia z tymi jego jabłuszkami, to jak kopnąć szczeniaczka. Bo on tak się stara. Zatem pierwszy był Sojusz. Potem był etap byle nie POPiS, a to wskutek dosyć ciekawych zabiegów partii podobno liberalnej, co to podsłuchuje, niezgodnie z prawem zamyka sklepy z dopalaczami, próbuje przycinać internet, blokuje dostęp do informacji publicznej (to ostatnio), a wcześniej nie udaje nawet, że nie chce konsultować sprzedaż SPEC-u z kimkolwiek. Zrobiło mi się duszno od tej wolności.

W tym momencie właśnie Grześ zaczął grać w rosyjska ruletkę pistoletem Glocka. Wywalać ludzi, których lubię lub cenię, wsadzać swoich przydupasów, których nie cierpię za przydupasostwo, opowiadać nieprawdopodobne brednie, organizować debilne happeningi, angażować się nieprzemyślane inicjatywy. Grześ wypchnie SLD w niebyt. Jest tak samo dobry pod tym względem, jak Miller, ale Miller zaczął zjeżdżać dopiero po wyborach. Tak czy inaczej SLD odpadło.

PPP nie brałem pod uwagę w ogóle. Mają na listach szczerbato-chrobrych, a jak połączyć nacjonalizm z socjalizmem, to wychodzi znajomy koktajl. Nie i amen!

Na scenie pojawiło się coś nowego. Nawet bardzo nowego, bo kandydatów od Palikota nie znam, nawet trudno namierzyć wcześniejsze o nich informacje. Przed kamerami wypadają nieporadnie, wypowiadają się nieskładnie, pocą się tremują. I to jest, wbrew pozorom, zaleta! Ale jedno „ale”: Palikot ma partię Palikota z Palikotem w nazwie. To problem, bo od samego początku zakłada wodzowski charakter organizacji. A to już znam. W zasadzie obecnie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby do parlamentu powrzucać tylko liderów partii z proporcjonalną do wyniku wyborów siłą głosu. Jaka oszczędność na dietach! Przecież tak właśnie to wygląda, jeżeli wszystkie kandydujące partie są partiami wodzowskimi – jest lider, jakiś tam komitet polityczny, który wcale nie musi składać się z parlamentarzystów. Zróbmy triumwirat?

I już nikogo nie ma? Skończyła się krótka ławka, wszyscy okazali się niegodni. Tutaj poważnie zacząłem rozważań oddanie nieważnego głosu na najbardziej niegodnego, zepsutego, obrzydliwego, ale wszechpotężnego, mającego większe doświadczenie w praniu mózgów niż PR platformy.

Teraz zmieniłem zdanie i wbrew sobie i wszystkim swoim przekonaniom pójdę i zagłosuję... na Jarka! Już tłumaczę czemu:

Platforma udowodniła mistrzostwo w powolnym podnoszeniu temperatury pod garnkiem z żabą w środku. Niewiele osób odczuwa, że pętla w końcu się zadzierzgnie, że powolutku pełznie sobie wzrost etatyzmu i oddziaływania państwa. Nie tylko mam na myśli rosnącą liczbę urzędników – chodzi mi raczej o nowe uprawnienia dla policji i innych służb mundurowych, cięcie socjalu, gnojenie samorządów, nieliczenie się z NGO. Rośnie rozwarstwienie dochodów, rosną obciążenia i opłaty, a mimo to nikt nie protestuje! Żaba za wolno podgrzewana.

Zawsze uważałem, że PiS od PO różni tylko szczurzy ogon, czyli PR. Mentalnie, strukturalnie, ideologicznie (gdzie tu ideologia?) są to tak samo zamordystyczne organizacje. Z tym, że PiS, z powodu cech charakteru Jarka, robi strasznie dużo hałasu i strasznie dużo błędów. Forsowane przez PiS pomysły albo nie przechodzą, bo próby są po prostu nieudolne, bo budzą sprzeciw społeczny, bo dużo osób jest wyczulonych na działanie tych pojebów i niedojdów. PiS jest złym bratem PO – kulawym, parchatym i niedorozwiniętym. Dlatego wolę PiS: im po prostu nie wychodzi.

PiS ma też inną bardzo cenną cechę. Wkurwia. Nasze kochane polactwo powinno wreszcie ruszyć na ulicę, stać się widzialne, pokazać, że trzeba się politykom grzecznie zachowywać tam – na Wiejskiej, albo nie tylko przegrają wybory, ale dostaną po prostu wpierdol. Jestem w stanie wytrzymać Jarka przez jakiś czas (nie cztery lata – z braku innych ludzi gotów pokłócić się ze sobą i skrócić kadencję), ale korzyści mogą być nieprawdopodobne, rewolucyjne wręcz. Gdyby PO dostało odpowiednio mało, a PiS odpowiednio dużo, to mielibyśmy regularny mniejszościowy burdel absolutnych antagonistów i to nie z powodu różnic, ale podobieństwa właśnie. I wtedy albo powstałby POPiS – a Polacy nie lubią rządów jednej partii, albo byłaby regularna napieprzanka wszystkich ze wszystkimi. W obu przypadkach może by się wreszcie ludzie przebudzili i zaczęli coś robić w swoim imieniu.

Szanse takiego podziału głosów są niewielkie, ale zaryzykuję. Naprawdę do stracenia jest niewiele, wszyscy stanowią tak samo zły wybór. Wydaje mi się jednak, że Polacy za słabo dostali po dupie i przyda się terapia szokowa. Sprzeciw względem establishmentu to palikotowcy i niegłosujący. To dużo. Teraz tylko trzeba ich przekonać, że na wyborach demokracja się nie kończy. Ona tam się zaczyna.

wtorek, 04 października 2011, dzikowy

Polecane wpisy

Komentarze
t.herok
2011/10/05 15:02:04


Nie żebym miał jakieś złudzenia co do P., ale nie potrafię tego zrozumieć. Nie przychodzi mi do głowy partia żadna znana wodzowska partia nazwana imieniem wodza. Słyszałeś o jakimś Ruchu Poparcia Pol Pota albo Ruchu Poparcia Pinocheta? Mam wrażenie, że tyrani raczej właśnie unikają nazywania partii swoim imieniem.
Do tego jest proste wytłumaczenie nazwania partii Palikota partią Palikota: sondaże, w których podaje się nazwisko lidera często bardzo różnią się od sondaży bez podawania nazwiska, a to dlatego, że ludzie nie kojarzą nazw tych wszystkich planktonowych partyjek, a kojarzą liderów.
-
dzikowy
2011/10/05 15:51:51
Za wodzowskim charakterem RPP przemawia także fakt, że Palikot jest chyba jedynym doświadczonym politykiem działającym w partii (tzn. działającym, nie tylko wpuszczonym na listy), który przez ostatni rok indywidualnie prowadził kampanię w terenie. Można podejrzewać, że nie będzie chciał i nie będzie mógł delegować niektórych zadań szeregowym działaczom. Czas pokaże, ale na razie obstaję za swoją tezą. Będzie kolejny Miller, Kaczyński, Tusk itd.
-
t.herok
2011/10/05 16:03:27
OK, możliwe, ja się tylko czepiam czepiania się nazwy.